Pastorałka

Narodziło się Dzieciątko w stajence w Pieninach
Drżało w zimna, bo nie grzała śniegowa pierzyna.

Matka nad nim pochylona do snu mu śpiewała
I łzą szczęścia twarz dziecięcia co chwilę skrapiała.

Lecz wiedziała, że to Dziecię przywróci zbawienie
I rodząc się Krzyż podejmie i ludzkie cierpienie.

Księżyc świecił, więc zajączki szły przez las gęsiego
Jako pierwsze chciały witać Jezuska małego.

Szły dostojne sarny razem z rogaczami
Wnet za nimi łanie z dziećmi i swymi mężami.

Darowały smaczne sianko, co pod szopką stało
By się na nim boże Dziecię wygodnie wyspało.

Przyszła także i lisica wraz z całą rodziną
By hołd oddać i ukorzyć przed bożą Dzieciną.

I sikorki już od świtu koncerty dawały
A wróbelki swoim tańcem Dziecię zabawiały.

Pastorałką Ciebie Panie dzisiaj tu witamy
I szczere góralskie serca przy żłóbku składamy.

Pobłogosław Boże Dziecię całą polską ziemię
A w najczulszej miej opiece mieszkańców spod Pienin.

 

Z tomiku
„Prowadź nas w jasność”
Antologia ludowej liryki religijnej
1994

 

Trzy Korony

Trzej Królowie Trzy Korony
Nad Dunajcem zostawili
Choć nie złocą się w przełomie
To Pieniny rozsławili.

Na wielbłądach przybywają
Do Dzieciny tu poczętej,
Jezuskowi cześć oddają
I matuchnie jego świętej.

Oprócz hołdu złoto w darze,
Mirę i kadzidło niosą,
W urokliwym Pienin jarze
Za skłóconych modły wznoszą.

Chciej ich słuchać Boże Dziecię,
Bo innego wyjścia nie ma,
Drży w posadach w całym świecie
I krwią broczy święta ziemia.

Niechaj nasz hymn uwielbienia
Za ten wielki cud natury
Rzewną nutką wyśpiewany
Uniesie się ponad chmury.

Betlejem w Pieninach

Święta Kinga znów do Pienin
Matkę Bożą zaprosiła,
Aby na tym skrawku ziemi
Boże Dziecię urodziła.

Nie w Betlejem, gdzie wciąż wojny,
Gdzie niewinni ludzie giną,
Na Podtatrzu lud spokojny,
Zostań tutaj wraz z Dzieciną.

W starej szopie pod jodłami
Synka w żłóbku położyła,
Owinęła pieluszkami,
I do piersi przytuliła.

Księżyc lampę już zapalił,
A pod niebo rozgwieżdżone
Głosy płyną gdzieś z oddali,
Witaj Dziecię Narodzone.

Aniołki też przyleciały,
Wokół żłóbek otoczyły,
Jezusowi zaśpiewały
Gloria… Gloria z całej siły.

Wnet Jaś Kubik ze skrzypkami
Przyszedł razem z Izą Dusik.
Marian Jarosz też z basami.
Przestał płakać już Jezusek.

Przed ostatnią podróżą

Jak wiele, Panie, siły potrzeba
Aby na co dzień z losem się zmagać.
A ileż pokory, ażeby nieba
Choć odrobinę w sercu zatrzymać.

Ty okiem Stwórcy oceniasz pewnie
Ułomne nasze natury.
Niełatwo płakać łzą skruchy
I z ziemi trudno wspiąć się nad chmury.

Pozwól, gdy podróż końca dobiegnie
Abym spostrzegła: czas mój się zbliża-
Odłożę pióro, farby i pędzle
Uklęknę u stóp Twojego Krzyża.

Czy mi pozwolisz …

Wyschły na palecie kolorowe farby
A tak je pragnęłam położyć na płótno.
Złotym słonecznikom nadać głębi, barwy
Bo patrzą z wyrzutem nieskończone, smutne.

Następnym pragnieniem jest Zamkowa Góra
Gdzie na stałe przebywa Dziedziczka Pienin.
To spod dłuta w Bochni ta cudna figura
Przybyła, by osiąść na Sądeckiej Ziemi.

A jeśli nie zdążę, czy małe sztalugi
I płótna pozwolisz mi zabrać w zaświaty?
Farby, no i pędzle, bo czas mój niedługi…
Tam Ci będę Panie malowała kwiaty.

Z wiszących ogrodów Księżnej Pani włości
Goździki, co kwitną przez wieki jej łzami.
Te także, co ksztynę dawały radości
Kiedy to związała życie z Pieninami.

Z ziemskiego padołu dzięki składam, Panie
Bo wraz z mym sieroctwem wielkie wyróżnienie
I tak lekkie pióro z wrażliwością dałeś,
Bym zamknęła w strofy radość i cierpienie.

1996

Przyjdźże do nas

Przyjdźże do nas Boże Dziecię
Na gościnę zapraszamy
Nie rozrzutni, ale przecież
O bezdomnych pamiętamy.

To, co teraz posiadamy
Kinga dała nam na zawsze.
Cudny pejzaż w złotej ramie
W nim Krościenko na Podtatrzu.

Gdy Cię Jezu ugośmimy
Pastorałkę zaśpiewamy
Na podusi położymy
I w kolebce ululamy.

Zanim uśniesz, pobłogosław
Tym, co stoją na rozdrożach
Nocy Świętej promyk zostaw
O, Dziecino, Święta, Boża.

Pomyśl o tych, co nie chcieli
Byś jak co rok zszedł na ziemię.
Ucz ich trudy życia dzielić
To udźwigną ciężkie brzemię.

I nadziei okruch mały
Daruj światu skłóconemu
Jedność myśli, pokój trwały
Miastu sercu najbiższemu.

1998

W noc cichą, świętą …

Pod Czertezem stara szopka śniegiem się okryła
A w niej żłóbek, w nim Maryja Synka położyła.

Ptaki w dzióbkach przynosiły głogi, jarzębiny
Wystroiły wnętrze szopki dla Bożej Dzieciny.

Mój Ty Zbawco! Tobie grają, mówiła Mateńka
To pienińskie, rzewne nutki górali z Krościenka.

Płącz Jezusa w niebo płynie nad gór wierzchołkami
Matka, tuląc Zbawiciela, obmywa Go łzami.

Wie, że Syn Jej dźwigać będzie grzechów naszych brzemię
Na Golgocie krwią odkupi całe ludzkie plemię.

Wnet anioły przyleciały, by powitać Dziecię.
Zapłakane, bo zła wiele kwitnie na tym świecie.

Ale Polska matką świętych, wierna Tobie zawsze.
Mocno przytul ją do serca, najmocniej Podtatrze.

Boże Narodzenie 2005

W śnieżnej pościeli

W śnieżnej pościeli ukryte
Wysmukłe Pienin iglice
Trzech Koron nagie skalice
W igiełki szronu spowite.

Patrzą nad przełom, gdzie śniegu
Naniósł zasp wiele wiatr halny
Na gwiazdki w wyłomach skalnych
Po obu stronach Dunajca brzegu.

Rozsypał wiatr w lesie szyszki sosnowe
Górskim mieszkańcom na dobre śniadanie
Bukiew wśród liści ptaszynom zostanie
Aby przetrwały te dni zimowe.

By niebo zbliżyć, w górach się rodzi
I błogosławi rączką maleńką
Ojczyznę miłą, drogie Krościenko
Aby nam twarde życie osłodzić.

W noc świętą wszyscy witać pośpieszą
Gdzie rude wiewiórki, zające
Zabawiać będą Dziecię płaczące
Mateńkę Jego krztynę pocieszą.

Nie płacz Dziedzino, usłyszysz pewnie
Z serc naszych płynące śpiewanie
Najtkliwsze skrzypków modlitwy łkanie
Góralskiej kolędy cudnej, a rzewnej.

 

Jesień

Wziął sierpień farby i pędzel w swe ręce
I gruszki malował w złotym kolorze
Na śliwkach śmieszne liliowe rumieńce
I białe kropki na muchomorze.

Słonecznikom dodał farby cytrynowej
Beż z brązem nałożył w pobliżu nasienia
A smutnej nasturcji w kwiatach zagubionej
Oranż położył w przeróżnych odcieniach.

Ze ściernisk, co lśniły jak stare złoto
Pozbierał wszystkie zapomniane kłosy
Z nich wieniec uwił a potem z ochotą
Szedł stroić łąki w świeże, piękne wrzosy.

W potoku szukał krzewów kaliny
By ją wystroić w czerwone korale
W owoce przybrał wszystkie jarzębiny
I górskie kaktusy rosnące na skale.

A potem pędzel wrześniowi powierzył
Aby w malarstwo jesień wprowadził.
Ten wszystkie pola i lasy przemierzył
A potem żurawie na północ odprawił.

1989