Pejzaże

Weź, artysto, swoje farby
Kilka pędzli i blejtramy.
Nie za wielkie weź sztalugi,
Stań i uchwyć światła smugi,

Potem cudny zachód słońca,
Błękit nieba, co bez końca
Odbija się w nurtach rzeki,
Która płynie tu przez wieki.

Tylmanowej Bóg darował
Gorce zgrabnie uformował.
Nie wysmukłe jak Pieniny,
Ale piękne jak dziewczyny.

Stoją wdzięczne, przysadziste,
Tuż nad brzegiem wody czystej.
Pory roku je zmieniają,
W różne szaty przebierają.

Wiosna w zieleń je odziewa,
Ptak w gałązkach co dnia śpiewa.
Całe lato do jesieni,
Która w złoto je zamieni.

Potem zima szronem sypnie
I srebrzyste bombki przypnie.
Lecz na szczęście wiosna wróci
W stu kolorach zieleń rzuci.

Tu w Pieninach

Pod Czertezem na polanie
Stoi szopka opuszczona,
Mały żłóbek – w nim na ścianie
Jest Dziecina położona.

Pochyliła się Matula,
Ukołysać Synka chciała,
Ciepłem serca Go otula.
Cóż prócz niego dać mu miała?

Z drzew ptaszyny spoglądały
Jak Maryi łzy rzęsiste
Na Jezuska twarz spadały,
Tak, jak Ona święte, czyste.

W posłuszeństwie i oddaniu
Służebnica nieskalana,
Kiedy fijat w zwiastowanie
Aniołowi powiedziała.

To Twój Syn Jedyny – Boże,
Nam Go dałeś, by cierpienie,
Które znosić miał w pokorze,
Przybliżyło nam zbawienie.

Księżyc bardzo zasmucony,
Że w zakątku polskim, cudnym,
Bóg i Człowiek narodzony
Krzyż nasz weźmie w chwilach trudnych.

Błogosław Ojczyźnie, Boże,
Tak rozbitej, skołatanej,
Mojemu miastu – jeśli możesz –
Daj w Noc Świętą pojednanie.

* * *

Słoneczniki kwitną rudawo-złotawe
Wciąż w stronę słońca głowy swe kierują
W odcieniach jesieni ciepłe, pastelowe
Świt im ranną rosą twarz wypoleruje.

Wspinają się w górę nad płotem wysoko
Przy nich malwy, lilia, różowe i białe
I bordo, co jak noc czarne mają oko –
W tak różnych kolorach a zestaw wspaniały.

Ptaki się zbierają, więc jesień już blisko
I michałki także zakwitły w ogródku.
Najstarszy słonecznik pochyli się nisko
Płatki mu opadną na twarz pełną smutku.

Wianki na Dunajcu

Całym sercem dziękuję Marii Koniecznej i Urszuli Kacwin za wieloletnią pomoc przy wykonywaniu wianków. Zebrane środki, jak co roku, są przekazane na rzecz dzieci niepełnosprawnych PSONI w Szczawnicy.

Krystyna Aleksander

***

Gdy noc nadchodzi, ranne wstają zorze –
Tobie, Panie, góry, łąki, lasy, morze
Świeci słońce złote i blady księżyc nocą
Potok w górach szumi i gwiazdki migocą.
Kwiaty się kłaniają, kołysze się zboże
I słowik tęskno kwili na chwałę Twą Boże!

Z tomiku
Prowadź nas w jasność”
1994

Pożegnanie

Siadła jesień pośród wrzosów
Gdyż odpocząć nieco chciała.
Układała rydze w koszu
Których mnóstwo nazbierała.

Złote liście nakropione
Ugrem, brązem i czerwienią
Rozigrane, wiatrem gnane
Na spotkanie szły z jesienią.

Gdy Pieniny żegnać miała
Jak się bardzo rozrzewniła
Że łez wstrzymać nie zdołała
Ból rozstania znów przeżywa.

1997

Najmilsza ze wszystkich…

Najmilsza ze wszystkich jest moja mieścina
I wartki Dunajec, bliski memu sercu
Rzewnie szumiąca nad nim jarzębina
I kwiaty tonące w zielonym kobiercu.

Tak kocham zorze wstające o świcie
I szczyty Pienin wspaniałe, wyniosłe
I łodzie flisackie, co przez całe życie
Płyną i płyną wciąż z prądem radosne.

Kocham te ptaki, co już od wiosny
Śpiewają co dzień, aż do jesieni
Polne paprocie, co jak las wyrosły
Głogi, co je słońce uśmiechem rumieni.

Kocham te sarny, błądzące po lesie
I żabki ukryte przed srogim bocianem
I czyjeś echo, co wiatr je hen niesie
I łąki pachnące ziołami i sianem.

Lubię też jesień, gdy dywan z liści
W kolorze purpury i złota maluje
Gdy z pękiem wrzosów kroczy uroczyście
I nad przełomem welon mgiełki snuje.

I zimę kocham, kiedy to drzewa
Jak panny młode na ślub wystrojone.
W puch śniegu wtulona ptaszyna zaśpiewa
W noc świętą witając Dziecię Narodzone.

Ale najbardziej kocham na świecie
Moje miasteczko w promieniach słońca.
Chcę wszystkim powiedzieć, bo pewnie nie wiecie
Że kochać je będę serdecznie do końca.

 

Z tomiku „Sercem pisane” wyd.2008

Dziękuję Ci, Stwórco

Kiedy Pan Bóg ogrom świata tego stworzył
To Jerozolimie piękna nie poskąpił
Resztę dał Pieninom, subtelnością Bożą
Aby w Jego artyzm nikt nigdy nie zwątpił.

A gdy się pochylił nad Pieninami
W krajobraz wtopił strzeliste iglice
Co swym dostojeństwem królują nad nami
Sławiąc Trzy Korony, Czertez, Sokolicę.

Zamysłem Jego było, ażeby te skały
Góralom na ugorze orkę nagradzały.
Zmęczonym wędrowcom wyciszenie dały
Wierzącym choć skrawek nieba przybliżały.

I z twardej, tęgiej gliny ulepił górali
I dał nam zasób świętej cierpliwości
Byśmy przeciwności losu pokonali
Nie zapominając o ludzkiej godności.

Góralskim sercem dziękuję Ci za to
Że ofiarowałeś nam cudne Pieniny.
Jesień i zima, wiosna i lato
Rozsławia po świecie hale i dziedziny.

Zapłakała jesień żegnając Pieniny

Przystanęła jesień z rozdartym sercem,
Gdyż nie wiedziała, jak winna podzielić
Paletę kolorów, ażeby kobierce
Drzewa listowiem umiały uścielić.

Na Górze Zamkowej oparła sztalugi
W stronę Sokolicy spojrzenie rzuciła
Na zieleń zgaszoną kładła brązu smugi
Wnet sprawną ręką piękno uwieczniła.

Owoc jałowca fioletem skropiła
Tarninie granatu cienką mgiełkę dała
Na głóg cyklamen z purpurą złożyła,
Żołędzie promykiem słońca wygłaskała.

A synogarlicom ułożyć kazała
W ruinach zamku z jarzębin korali
Różaniec, bo tutaj Kinga odmawiała
Za drugą Ojczyznę i za nas górali.

Gdy zasnąć nie mogę, a zdarza się często
To słyszę jak jesień żegna się z nami
Odchodząc wzdycha, że będzie jej tęskno
Za dziedzictwem Kingi, Dunajcem, wierchami.

Już odeszła złota jesień…

Pożegnały nas bociany,
Dzikich gęsi także nie ma.
Złote liście pospadały,
Obnażając smutne drzewa.

Jak tu, Boże, nie narzekać,
Gdy jesienią dzień tak krótki.
Życie nasze z nim ucieka,
Zostawiając wspomnień smutki.

Deszcz po szybach czasem jeszcze,
Bębniąc szarą strugą spływa,
I pienińskie śpią już świerszcze,
Jesień płaszczem je okrywa.

Bzu dzikiego czarne grono
Wiatr kołysze ponad miedzą.
Wszystkim wokół jest wiadomo,
Że je zimą ptaki zjedzą.

Tak, to jesień nam się kończy
W najpiękniejszym skrawku świata.
Miękkim pędzlem pośród pnączy
Złota, ugru już nie wplata.