Tu w Pieninach

Pod Czertezem na polanie
Stoi szopka opuszczona,
Mały żłóbek – w nim na ścianie
Jest Dziecina położona.

Pochyliła się Matula,
Ukołysać Synka chciała,
Ciepłem serca Go otula.
Cóż prócz niego dać mu miała?

Z drzew ptaszyny spoglądały
Jak Maryi łzy rzęsiste
Na Jezuska twarz spadały,
Tak, jak Ona święte, czyste.

W posłuszeństwie i oddaniu
Służebnica nieskalana,
Kiedy fijat w zwiastowanie
Aniołowi powiedziała.

To Twój Syn Jedyny – Boże,
Nam Go dałeś, by cierpienie,
Które znosić miał w pokorze,
Przybliżyło nam zbawienie.

Księżyc bardzo zasmucony,
Że w zakątku polskim, cudnym,
Bóg i Człowiek narodzony
Krzyż nasz weźmie w chwilach trudnych.

Błogosław Ojczyźnie, Boże,
Tak rozbitej, skołatanej,
Mojemu miastu – jeśli możesz –
Daj w Noc Świętą pojednanie.

Jesień w Pieninach

Bukiet wrzosów niosła jesień
Umęczona w lesie siadła
Sporo słodkich jeżyn zjadła
Co jej ofiarował wrzesień.

Strumień włosów rozpuściła
Pająk splącze nić przejrzystą
Na tę chwilę uroczystą
Że Pieniny odwiedziła.

Rżyska wokół poorane
Już nie świecą starym złotem
Malwy przekwitły za płotem
Ptaki odlecą w nieznane.

Z szelestem liść pofrunie
Skurczony bólem głębokim
Padnie nad górskim potokiem
Co rozpacz jego zrozumie.

Wiatr gałęzie rozkołysze
Echo porwie pieśń daleko
Ponad góry, ponad rzeką
Czas tęsknotę wnet wyciszy.

* * *

Słoneczniki kwitną rudawo-złotawe
Wciąż w stronę słońca głowy swe kierują
W odcieniach jesieni ciepłe, pastelowe
Świt im ranną rosą twarz wypoleruje.

Wspinają się w górę nad płotem wysoko
Przy nich malwy, lilia, różowe i białe
I bordo, co jak noc czarne mają oko –
W tak różnych kolorach a zestaw wspaniały.

Ptaki się zbierają, więc jesień już blisko
I michałki także zakwitły w ogródku.
Najstarszy słonecznik pochyli się nisko
Płatki mu opadną na twarz pełną smutku.

Kolorowa jesień

Wziął sierpień farby i pędzel w swe ręce
I gruszki malował w złotym kolorze
Na śliwkach śmieszne liliowe rumieńce
I białe kropki na muchomorze.

Słonecznikom dodał farby cytrynowej
Beż z brązem nałożył w pobliżu nasienia
A smutnej nasturcji w kwiatach zagubionej
Oranż położył w przeróżnych odcieniach.

Ze ściernisk, co lśniły jak stare złoto
Pozbierał wszystkie zapomniane kłosy
Z nich wieniec uwił a potem z ochotą
Szedł stroić łąki w świeże, piękne wrzosy.

W potoku szukał krzewów kaliny
By ją wystroić w czerwone korale
W owoce przybrał wszystkie jarzębiny
I górskie kaktusy rosnące na skale.

A potem pędzel wrześniowi powierzył
Aby w malarstwo jesień wprowadził.
Ten wszystkie pola i lasy przemierzył
A potem żurawie na północ odprawił.

1989

Nadchodzi jesień

Nieśmiertelniki kwitnąć zaczynają
Więc zbliża się do nas już jesień
Jabłka gałązki drzewa przyginają
A rumieniec położy im wrzesień.

Wróble od świtu czyszczą swoje piórka
Jaskółeczki muszki wyłapują
Żniwiarzom przy pracy śpiewa przepiórka
Drozdy w leszczynie cicho wtórują.

Hen w niebo się wzbija ptaków śpiewanie
I łączy się z szumem wieloletnich drzew
I wnet przechodzi w wiatru ciche łkanie
Między górami gdzieś ginie ten śpiew.

Całym sercem kocham ten szum starych drzew
Dźwięczne koników polnych cykanie
Uwielbiam subtelny dunajcowy śpiew
I pszczół w kwiatach wesołe bzykanie.

Lubię przed żniwami brzęk klepanych kos
I po zbożu ścierniska złocone
Wysoko na halach dziewięćsił i wrzos
I kaliny koralem strojone.

Wianki na Dunajcu

Całym sercem dziękuję Marii Koniecznej i Urszuli Kacwin za wieloletnią pomoc przy wykonywaniu wianków. Zebrane środki, jak co roku, są przekazane na rzecz dzieci niepełnosprawnych PSONI w Szczawnicy.

Krystyna Aleksander

***

Gdy noc nadchodzi, ranne wstają zorze –
Tobie, Panie, góry, łąki, lasy, morze
Świeci słońce złote i blady księżyc nocą
Potok w górach szumi i gwiazdki migocą.
Kwiaty się kłaniają, kołysze się zboże
I słowik tęskno kwili na chwałę Twą Boże!

Z tomiku
Prowadź nas w jasność”
1994

Pożegnanie

Siadła jesień pośród wrzosów
Gdyż odpocząć nieco chciała.
Układała rydze w koszu
Których mnóstwo nazbierała.

Złote liście nakropione
Ugrem, brązem i czerwienią
Rozigrane, wiatrem gnane
Na spotkanie szły z jesienią.

Gdy Pieniny żegnać miała
Jak się bardzo rozrzewniła
Że łez wstrzymać nie zdołała
Ból rozstania znów przeżywa.

1997

Najmilsza ze wszystkich…

Najmilsza ze wszystkich jest moja mieścina
I wartki Dunajec, bliski memu sercu
Rzewnie szumiąca nad nim jarzębina
I kwiaty tonące w zielonym kobiercu.

Tak kocham zorze wstające o świcie
I szczyty Pienin wspaniałe, wyniosłe
I łodzie flisackie, co przez całe życie
Płyną i płyną wciąż z prądem radosne.

Kocham te ptaki, co już od wiosny
Śpiewają co dzień, aż do jesieni
Polne paprocie, co jak las wyrosły
Głogi, co je słońce uśmiechem rumieni.

Kocham te sarny, błądzące po lesie
I żabki ukryte przed srogim bocianem
I czyjeś echo, co wiatr je hen niesie
I łąki pachnące ziołami i sianem.

Lubię też jesień, gdy dywan z liści
W kolorze purpury i złota maluje
Gdy z pękiem wrzosów kroczy uroczyście
I nad przełomem welon mgiełki snuje.

I zimę kocham, kiedy to drzewa
Jak panny młode na ślub wystrojone.
W puch śniegu wtulona ptaszyna zaśpiewa
W noc świętą witając Dziecię Narodzone.

Ale najbardziej kocham na świecie
Moje miasteczko w promieniach słońca.
Chcę wszystkim powiedzieć, bo pewnie nie wiecie
Że kochać je będę serdecznie do końca.

 

Z tomiku “Sercem pisane” wyd.2008

Dziękuję Ci, Stwórco

Kiedy Pan Bóg ogrom świata tego stworzył
To Jerozolimie piękna nie poskąpił
Resztę dał Pieninom, subtelnością Bożą
Aby w Jego artyzm nikt nigdy nie zwątpił.

A gdy się pochylił nad Pieninami
W krajobraz wtopił strzeliste iglice
Co swym dostojeństwem królują nad nami
Sławiąc Trzy Korony, Czertez, Sokolicę.

Zamysłem Jego było, ażeby te skały
Góralom na ugorze orkę nagradzały.
Zmęczonym wędrowcom wyciszenie dały
Wierzącym choć skrawek nieba przybliżały.

I z twardej, tęgiej gliny ulepił górali
I dał nam zasób świętej cierpliwości
Byśmy przeciwności losu pokonali
Nie zapominając o ludzkiej godności.

Góralskim sercem dziękuję Ci za to
Że ofiarowałeś nam cudne Pieniny.
Jesień i zima, wiosna i lato
Rozsławia po świecie hale i dziedziny.