Echo

Śpiewne, niezmierzone dunajcowe głębie
Nie milkną i wtedy, kiedy lodem skute
Są zaczarowane, baśniami osnute
Trzepocą się drżące, jak dzikie gołębie.

Ruiny zamku drzewami osłonięte
Kiedyś jak gniazdo wklejony był w skały.
Ręce go pracowite Kindze zbudowały
By za serce sercem odwzajemnić Świętej.

Nocą w księżycowym skąpane blasku
Wychodzą świątki wystrugane z drzewa
By na „Antyfonę” Maryi zaśpiewać:
Witaj nam, Królowo – Matko pełna łaski.

Gdy już noc się chowa, ranne zorze wstają
Świątki błogosławią cztery świata strony
Schodzą procesją w mlecznej mgły zasłony
A góry godzinki śpiewać zaczynają.

Lecz ta mgła, co świątki sobą osłaniała
Kroplą lśniącej rosy spłynęła po skale
I błyszczy w słońcu jak cenne opale
Lub łzy, bo i Kinga tu nieraz płakała.

Noc Wigilijna

Księżyc na niebie przystanął w zadumie
Słuchając dzwonów w Noc Wielką Pasterską
Smutny, bo ludzkość zrozumieć nie umie
Że Bóg Syna zesłał na tułaczkę ziemską.

Co rok się rodzi Dzieciątko Małe
W opuszczonej ubogiej stajence
Hymn uwielbienia nucą wieki całe
I my oddajmy cześć Marii Panience.

Przebaczamy winy bratu swojemu
I do sąsiadów wyciągnijmy dłonie
Hołd Władcy oddamy Narodzonemu
Gdy gniew w nas umrze, a miłość zapłonie.

Lecz to zrozumieć musimy sami
Że w własne piersi uderzyć się trzeba
Na kolanach winy wyznać ze łzami
A przebaczenie spłynie na nas z nieba.

Myśl o nas, Kingo

W czasie poczęcia w Bożym planie byłaś
Rosnąc pod sercem cesarzówny greckiej.
Do niego Cię tuląc modlitwy uczyła
Kształciła prawość, chociaż byłaś dzieckiem.

Pięcioletnia latorośl z orszakiem książecym
Z domu rodzinnego na zawsze oddana
Zaślubiła Polskę sercem swym dziewczęcym
Wiernie jej służąc modlitwą wspierała.

Myśl o nas, Kingo, kiedy w zapomnienie
Wszystko odchodzi z iluzją młodości.
Nad grobem już stoi któreś pokolenie;
Kto zechce podążyć pielgrzymką przyszłości?

Kontury życia wciąż się zacierają
Czas się wyczerpał na opamiętanie
Gdy podróż końca dobiega – przystają
I wierzyć nie chcą, że to… przemijanie.

Podnoś z upadku i w potrzebach wspieraj,
By naród szedł Twoją ścieżyną prawości.
I rąbka nadziei nam nie odbieraj
Że kiedyś spotkamy się z Tobą w wieczności.

Modlitwa spod Pienin

Znad Dunaju, zgodnie ze swym przeznaczeniem
Z dziejami krakowskiej stolicy związana
Tu Twoje dzieciństwo wrastało w cierpienie
Bo Wawel tylekroć opuścić musiałaś.

Za Twym przyzwoleniem ta mała mieścina
U stóp pienińskiego zameczku powstała
Stare pokolenie młodszym przypomina
Że ją dla górali zbudować kazałaś.

Snują się legendy jak nić pajęczyny
I tu, wśród Krościeńczan, niejedna powstała.
A cóż by znaczyły bez Ciebie Pieniny
Gdybyś tutaj duchem z nami nie została?

Z Tobą, Święta Kingo, łączy mnie tak wiele
Chociaż zegar życia historię oddala
Ja tam chętnie i często w starym kościele
Klękam – tylko patrząc – łzom płynąć pozwalam.

Modlimy się, Kingo, abyś w świętych gronie
W tej nieodgadnionej przestrzeni wieczności
Nad Polską uniosła swoje święte dłonie
By Bóg rozgrzeszył nasze ułomności.

Witaj wśród świętych

Witaj wśród świętych, Mateńko Kochana
Tak Cię nazywam, bo jesteś tuż przy mnie
Gdy czasem smutku przechyla się szala
Przynosisz mi światło w szarej godzinie.

Bóg mi pozwolił, bym się urodziła
Tu, gdzie przed wiekami, tyś, Księżno, chadzała.
Jakże ja pragnę, bym jeszcze zdążyła
I wdzięczność Tobie okazać umiała.

Twoje dziedzictwo to Sądecczyzna
Ją jako oprawę za wiano dostałaś.
Tutaj górali jest Mała Ojczyzna
Choć sercu Ci bliska, nam ją darowałaś.

Nie jestem w stanie wypisać, co czuję
Więc klęcząc pokornie głowę swą chylę.
Tkliwością serca, Kingo, Ci dziękuję
Za Pienin majestat i za każdą chwilę.

Także i za to, że w życia jesieni
Mogę ten pejzaż na płótno przenosić
Wieczorną porą te cuda zamienić
By wierszem dziękować, przepraszać i prosić.

I za Dunajec, co szemrze i szumi
Niosąc na falach modlitwę spod Pienin.
Wiem, że ją słyszysz i jak nikt rozumiesz.
To hołd dziękczynny dla Sądeckiej Ksieni.

Patronko ubogich

Kunegundo, Święta Patronko ubogich
Od wieków łączyłaś miłości pasemka
I pragniesz, by wszystkie zbiegły się drogi
Szlakiem wędrówki Bochni i Krościenka.

Mnożysz i dzielisz, i wypraszasz łaski
Podsuwasz wiele pomysłów wspaniałych.
Najlepsze się rodzą zawsze o brzasku
Tak różne dla słabych, ale i wytrwałych.

Gdy myśli połączę z daleką przeszłością
Z rąk Twoich swe oczy przenoszę.
Wpatrzona w Ciebie matki ufnością
Najbliższym łask wiele wyproszę.

Kiedy sił braknie i czasu nie staje
A wieczorna modlitwa na ustach zasypia
Ty ciepło serca na dobranoc dajesz
O wdzięczność nigdy nie pytasz.

Tak często w życia mego jesieni
Podporą jesteś mojej samotności
Jasnym kagankiem nadziei wśród cieni.
Oparciem w sieroctwie i wdowiej starości.

Wciąż, Kingo, wierzę w Twoje wstawiennictwo.
Zawsze w chwilach zwątpień bądź mi ostoją.
Tu się urodziłam, gdzie jest Twoje dziedzictwo
I pragnę do końca być własnością Twoją.

Kingo Błogosławiona…

Sandomierska Księżno, Pani na Wawelu
Kingo błogosławiona, Patronko Pienin!
Cieszę się życiem na Twym skrawku ziemi
Na nim spotykam przyjaciół tak wielu.

A kiedy chodzę śladami Twoimi
Czuję, że winnam już teraz, do końca
Z Pienin choć mały jeden promyk słońca
Wnieść do bocheńskich kopalni podziemi.

Powiązanie z Polską od wieków trwałe
A legendarne perły rozsypane
Cenne kopalnie Polsce darowane
Gdyś je w posagu ślubnym otrzymała.

Przez Ciebie w Krościenku i Ziemi Bocheńskiej
Świątynia dla ludu jest pobudowana
By Twoja obecność w niej na wieczność trwała
Wypraszając łaski u Matki Najświętszej.

Rodziłaś się po to, by służyć bliźniemu
Ubóstwa, pokory sama się uczyłaś.
Fundując szpitale starań dołożyłaś
By własną posługą ulżyć mu w cierpieniu

Kingo! My tak krnąbrne natury wciąż mamy
Bo ludzkie słabości wszystkie pokolenia
Grzechem oznaczały zaranie istnienia
Lecz Twój testament spełnić przyrzekamy.

Gdy jako święta wejdziesz na ołtarze
Ułóż znów z pereł ogromny różaniec –
Niech zrobię z niego najprawdziwszy szaniec
Przystań radosnych i spełnionych marzeń.

Całym sercem dzięki

Choć tylko z warowni mury zostały
Myśl biegnie w stronę Góry Zamkowej
Kiedyś bezpieczne schronienie dawały
Księżnej krakowskiej, żonie Bolkowej.

Widzę, jak idzie wśród jaskrów powodzi.
W Jej stronę chylą się dzwonki liliowe.
Słońce wypocząć nieśmiało odchodzi
Ostatni uśmiech śle Pienin Królowej.

Diadem królewski nie zdobi Jej skroni
Kiedy wędruje wzdłuż brzegów Dunajca.
Na łonie natury, w jego przełomie
Odmawia w skupieniu cząstkę różańca.

I wciąż boleje nad ludzką słabością
Lecz prosi, by kary Bóg wrogom nie zsyłał
I choć Sądecczyzna jest Jej własnością
Pięści nie zaciska, co złe zapomina.

A Jej świętość i dobroć działa kojąco
Serce pragnęło ulgę nieść w cierpieniu.
I znów się pochyla nad umierającą
Idzie naprzeciw swemu przeznaczeniu.

Przez wiele lat w życiu uczyć się trzeba
By nie zgubić śladu właścicielki Pienin
Kiedy jako święta uchyli nam nieba
Byśmy godni byli zwać się solą ziemi.

Patronko Chorych

W nadmiarze szczęścia matczynej radości
Tych łez nie liczę, co palą powieki
Lecz pragnę prostymi słowami miłości
Hymnem mej duszy dziękować na wieki.

Znasz moje myśli, różne skojarzenia
I nadwrażliwość, co tkwi w mym sumieniu
I wiesz, że czasem nie dotykam ziemi
Gdy wyjdziesz naprzeciw mojemu zmatwieniu.

Nie tylko na skrawku dziedzictwa Twojego
Wszem i wobec powiem, że mnie wysłuchałaś
Patronko Chorych – dla dziecka mojego
Matczyną litość znowu okazałaś.

Na Twoich włościach do końca zostanę;
Ty mi uleczyłaś niejedni cierpienie.
Jakież to szczęście, że góralom dane
By Twoje wśród nas potwierdzić istnienie.

Już tyle razy, gdy śmierć położyła
Te swoje zimne ręce, i kiedy
Do krawędzi rozpaczy już się zbliżyłam
Tyś się nade mną pochyliła wtedy.

Najlepsze rady z podobną myślą
Frasunki z dnia na dzień malały
Sen bólu i strachu jak bańka prysnął
W głębi Twój obraz, Kingo, został trwały.

Księżna w Pieninach

W śnieżnej sukni i głowy zawiciu białym
Czarnooka Księżna do Pienin przybyła
Pod Jej stopy błękitne szarfy zwisały
Płaszczem z gronostajów ramiona okryła.

Pukle kruczych włosów – jak Dunaj wezbrany
Wiatr na nich góralskie melodie wygrywał
Spokojnie i z gracją na plecy spadały
Książęcy je diadem nieco podtrzymywał.

Gdy budowa zamku dobiegała już końca
Dziewczęcym go sercem Kinga pokochała
Bo wyrósł pod niebem, tak bliziutko słońca
Skąd swe dziękczynienia Panu Bogu słała.

O Niej wieki nucą fale dunajcowe,
A łzą Kingi w Pieninach goździk zakwita
W ruinach warowni na Górze Zamkowej
Mysikrólik zawsze wiosnę trelem wita.