Kolęda radosna

Płyną Dunajcem tak rzewne pieśni słowa
W rozmodlonych falach kolędy góralskie
One wszem, wobec głoszą Narodzenie Pańskie
I że zrodziła się Rzeczpospolita nowa.

Łzy słone płyną, ogromne łzy radości
Że nam Polski Królowa Orła przechowała
Za drogę przez mękę – z koroną oddała
Z wiernym, świętym prawem człowieczej wolności.

Księgi historii nareszcie otwarte zostały
Już wyjaśniło się wiele spraw pogmatwanych
O wielkich Synach Narodu poniewieranych
Umarli milczą – żywym w sercach przetrwały.

Twarz w dłoniach ukrytą, klęcząc na kolanach
W enklawie ciszy wnętrza serca naszego
Zanośmy swe błagania do Narodzonego
By z trudem zdobyta wolność była trwała.

Moje pokolenie w niewoli wyrosło
Lecz wnuki rosną wśród wielkich przemian i trudów.
Przeżyją historyczną drugą Wiosnę Ludów
W bólach narodzoną – kolędę radosną…

W wieczornej modlitwie

W wieczornej modlitwie opowiem Ci, Boże
Że choć łzy spadają tak po cichutku
Ty wiesz najlepiej o moim smutku
Bo Tyś mi wyznaczył orkę na ugorze.

Kobieta to przecież słabe stworzenie
A taki ciężar kładziesz na me plecy
Gdy grzbiet z wysiłku pęka, to leczysz
Aby przygasić moje cierpienie.

Wiesz także, na ile starczą siły moje
Abym mogła przetrwać życiowe burze.
Chcę wyhodować na cierniach róże
I ciągnąć mój kierat do końca za dwoje.

Los często pod nogi rzuca mi kłody
I kiedy wewnętrznie nie wytrzymuję
Siadam i piszę, i wierszem maluję
Najmilsze wspomnienia lat młodych.

Rodzi się nadzieja i sił znów przybywa
Jak Syzyf od nowa pracę podejmuję
Oczyma duszy lepszy świat buduję
I znów się we mnie chęć życia odzywa.

Wtedy zapominam, że to nie wypada
I lecę na skrzydłach szczęśliwa, radosna
Patrzę, jak budzi świat do życia wiosna
I słucham, jak Dunajec baśnie opowiada…

Za moją naturę dziękuję Ci, Panie
Że umiem połączyć smutek z radością
Że mnie obdarzyłeś ludzką cierpliwością
I za to, że słyszysz moje wołanie…

Odchodzi już jesień

Szumiała leszczyna i liście roniła
Żółto-cytrynowe, beżowo-rdzawe
Ziemia je do łona swego przytuliła
Przybrać trochę chciała zeschłą leśną trawę.

Dojrzałe orzechy gradem się sypały-
Wielkie, okrągłe, brązowe wyrąbki.
Wiewiórki je skrzętnie do dziupli składały
I już ostrzyły swoje silne ząbki.

I na starej brzozie srebrne liście drżały
Wiatr lekko potrącał gałązki małe
Roztańczone listki wolno fruwały
Kładły się na trawie jakieś obolałe.

Zapłakała jesień rzęsistymi łzami
Mgłą znaczyła rżyska, pola zaorane
Nić babiego lata snuła nad lasami
Tak się pożegnała jesień z Pieninami.

Wracam do lat minionych

Jakże spokojnie, jak cicho jest nocą
Gdy wszyscy wokoło snem spokojnym śpią
I tylko na niebie gwiazdy się złocą –
Może one jak my o swym szczęściu śnią.

Dziś księżyc tak dumnie kroczy po niebie
I rosa wyszła na trawę zieloną.
Z wierzbą płaczącą porównuje siebie
Stojąc samotnie ocieram łzę słoną.

Wciąż wracam uparcie do lat minionych.
Nigdy się jakoś pogodzić nie mogę –
Los mój podobny cyganom wędrownym
Którzy wciąż spieszą wyboistą drogą.

Tak bardzo pragnę, by moje westchnienie
Dotarło, mój Panie, wreszcie do Ciebie!
Pytam: czy spełni się ciche marzenie
Bym w tym chaosie odnalazła siebie?

*** Herbaciane róże

Herbaciane róże w ogrodzie zakwitły
Spóźnione, jesienne, pięknem urzekają.
Już pieśni skowronków w przestworzach umilkły,
Jaskółki za morza też się wybierają.

Nie chcemy uwierzyć, że wiosna odchodzi
I że nasze z sobą zabiera złudzenia
A przecież niedawno byliśmy tak młodzi
Już zbliża się starość – z nią nowe zmartwienia.

Musimy pogodzić się z tymi myślami
Że nam młodość minęła nieubłaganie
Wiosna razem z latem została za nami
A nam już niestety – jesień pozostanie …

Przemijanie

Rwące potoki, szemrzące w dolinach
Łąki barwnym kwieciem od wiosny zdobione
Jakoby dopiero ze snu wybudzone
Miejsce do życia znalazły w Pieninach.

Tajemnic mity stoją przed oczyma
Kiedy spojrzenie ze szczytu ucieka.
Pasemkiem się wije ukochana rzeka
Wówczas pod niebem Ty wzrok swój zatrzymaj.

Tak patrząc, widzisz życia przemijanie
A pory roku przypomną ci wtedy
Że ono płynie, lecz sam nie wiesz, kiedy
Dojdziesz do swojej ostatniej przystani.

Popatrz na te cuda, co pędzel anioła
Muśnięciem nadał piękna odcienie:
Zielone wiosny, jesienne płomienie
I lato, co słońce rozdaje dokoła.

Chciej spojrzeć pełnymi zachwytu oczyma
I ucz się pokory na łonie natury.
Bóg nam podarował tak wspaniałe góry
Lecz wśród dróg wielu – jedną mamy wybrać.

Nadchodzi jesień

Nieśmiertelniki kwitnąć zaczynają
Więc zbliża się do nas już jesień
Jabłka gałązki drzewa przyginają
A rumieniec położy im wrzesień.

Wróble od świtu czyszczą swoje piórka
Jaskółeczki muszki wyłapują
Żniwiarzom przy pracy śpiewa przepiórka
Drozdy w leszczynie cicho wtórują.

Hen w niebo się wzbija ptaków śpiewanie
I łączy się z szumem wieloletnich drzew
I wnet przechodzi w wiatru ciche łkanie
Między górami gdzieś ginie ten śpiew.

Całym sercem kocham ten szum starych drzew
Dźwięczne koników polnych cykanie
Uwielbiam subtelny dunajcowy śpiew
I pszczół w kwiatach wesołe bzykanie.

Lubię przed żniwami brzęk klepanych kos
I po zbożu ścierniska złocone
Wysoko na halach dziewięćsił i wrzos
I kaliny koralem strojone.

U podnóża Pienin

Tak pięknie od wiosny łąki przetykane
W hafcie góralskim rozchodnik się wije
Paproć gdzieś w głębi kwiat miłości kryje
W nim czyjeś szczęście jak zaczarowane.

Cicho dzwonią konwalii dzwoneczki małe
Noc łzę dziewiczą w ich wnętrzu ukryła
A białym storczykom serduszka skropiła
By łąkom niezwykły zapach darowały.

Tam zaś wokół siebie modrzew cienie kładzie
Przyroda to drzewo wśród innych wybrała
Pędzle igliwia misternie składała
Zmęczone wiatrem zwisają w nieładzie.

Gdy wyśpi się słońce, to zaraz o świcie
Szpaki wraz z drozdami koncerty dają
Śpiewają jak nigdzie, góralom śpiewają
Śpiewem chcą umilić nasze trudne życie.

Echo ukradnie ptasie trele czasem
Kładzie je na fale wody dunajcowej
Niech cząstkę różańca dla Polski Królowej
Niesie przez Pieniny nad cisowym lasem.

W dzień zaduszny

Gdy się rodziłam, otrzymałam w darze
Wrażliwość na piękno, które mnie otacza;
Świat pełen baśni, historii, wydarzeń
Który tak często w snach moich powraca.

Gdy wiosna kwiatem ubogaci łąki
Do piersi przytulam bazie i krokusy
A twarz zanurzam w śnieżyc drobne pąki
Choć już życia jesień, to lżej mi na duszy.

Latem, gdy zboża pochylają kłosy
Przepiórki do pracy żniwiarzy wzywają
Brzęk kos klepanych płynie pod niebiosa
A ptaki go często głośno przedrzeźniają.

A kiedy spieszy z babim latem jesień
Wspaniałych owoców przynosi nam krocie
Barwną paletę daruje nam wrzesień
Październik listowie wykąpane w złocie.

Bukiet chryzantem dla tych, co odeszli
Na wieczną wartę do Stwórcy i Pana
Krwią wolność pisząc do historii przeszli
Niech śni im się zawsze Ojczyzna kochana.

A w dzień zaduszny stańmy przy mogile
I modlitwą serca hołd wszystkim oddajmy.
Oni całe życie, my poświęćmy chwilę
O ich wieczny spokój Boga upraszajmy.

W Święto Matki

Niech wiosna zaśpiewa trelami ptasimi
Majem ukwiecone zapachną wiśnie.
Tym z jesienią w sercu niechaj się przyśni
Co Matka rękoma dawała hojnymi.

I co radość twego dzieciństwa przywraca
Bo gdy pobiegniesz śladami przeszłości
Do kolan Matki – jej czułej miłości
Co nawet z zaświatów opiekę roztacza.

Za to, że pod sercem swoim mnie nosiłaś
Gdzie mogłam beztroskie życie prowadzić
Czy dziś potrafię mą wdzięczność wyrazić
Że mi się urodzić, Mamo, pozwoliłaś?

To dzięki Tobie, kiedy słońce się kłania
I kiedy już świt pożegnał się z nocą
A nikłe trawy od rosy dygocą
Los mi ten świat cudny przybliża, odsłania.

Nad Twoją mogiłą stoję zamyślona
Wspominam, jak mnie pacierza uczyłaś
Moje małe rączki w swych dłoniach kryłaś
Zawsze na dobranoc brałaś mnie w ramiona.

Wówczas nauczyłaś o wszystko prosić
I polskie serce w piersi umacniałaś
A w nie przelałaś wszystko, co kochałaś
Upokorzenia nakazałaś znosić.

A potem przez lata, lata wojny długie
Ojcem i Matką nam do końca byłaś.
Jak ptak pisklęta, zawsze nas chroniłaś
Bez skargi znosiłaś życiowe szarugi.

Dziś w myśli tulę ręce spracowane
Co nam dzieliły chleb czarny jak ziemia.
Nie dostrzegłam nigdy goryczy cienia
Za Twoje życie jedno – zmarnowane.