W hołdzie Tobie, Kingo

O założycielko miasteczka naszego
Starego kościółka nad brzegiem Dunajca
Skąd ślesz nasze troski przed Tron Wszechmocnego
Złożone przez Ciebie w część drugą różańca.

Dziękuję, że widzisz, gdy wyciągam dłonie
Kiedy ból matczyne chce potargać serce
Że zawsze ocierasz me wilgotne skronie
Gdy dusza się mota w nadludzkiej rozterce.

A miłość do bliźnich zbyt płytka się staje.
Nienawiść z niechęcią próbują w nas wkroczyć
Bezradnym swe ręce z radością podajesz
I pocieszając ramieniem otoczysz.

Dziś w hołdzie o Kingo z naręczem wdzięczności
U stóp Twych chcę złożyć, co w sercu przetrwało
Z gorącą modlitwą, by wieńcem świętości
Twe ciało dziewicze okryte zostało.

Podnieś, co upada, a sercu jest bliskie
Co z rąk się wymyka i wtapia w szarości
Powstrzymaj pędzących po drodze tak śliskiej
Wskaż im źródło wiary szczęśliwej wieczności.

Bądź z nami Kingo

Bądź z nami, Kingo, gdy w nieba błękicie
Rodzą się myśli jak sny koronkowe
I wówczas także, kiedy już o świcie
Na nieboskłonie giną zorze płowe.

Gdy słów szukamy, by w bólu ulżyły
Bo dumne serce porażki się wstydzi
Gdy plany szanse swe zaprzepaściły
A los złośliwy raz wtóry zaszydził.

Na jakże misternych krosnach są tkane
Ludzkie talenty wielkiej roztropności
Jak związać nici osnowy zdzierganej
Kiedy brakuje nam Twej wytrwałości.

Gdy na ramieniu oprzeć się pozwolisz
Naucz doceniać i małe radości.
Co w nas najlepsze, Ty zechciej wyzwolić
Tutaj i teraz, i dla potomności.

Krzyże

Za postawione na drodze mej krzyże
Za łzy goryczy, co palą powieki
Za długi łańcuch okrutnych poniżeń
Bądź pochwalony Panie mój na wieki.

Dzięki Ci za to, że jesteś w pobliżu
Bo gdy pod stopami świat się ugina
Nadzieję moją pokładam w krzyżu
I o litość błagam Bożego Syna.

Przykro mi Jezu, że wciąż cierpliwości
I sił brakuje przy dźwiganiu krzyża
Sercem przebaczasz ludzkie ułomności
I w Boskich Ranach Krwią Świętą obmywasz.

Za każdy policzek, który w pokorze
Potrafię przeżyć kiedy go zsyłasz
Bądź uwielbiony w moim sercu Boże
Nie będę Cię nigdy do Krzyża przybijać.

Nie pozwól skamienieć

Ty wiesz, że tak często wiary brakuje,
Gdy przytłoczeni ciężarem sumienia
W zakłopotaniu pytamy: czy nam darujesz?
Okruch nadziei naszego zbawienia.

W swym miłosierdziu i sercu ojcowskim,
Zechciej umieścić ludzkie słabości
Nie pozwól skamienieć w tym zakątku Polski
Zastygnąć samotnie, wśród życia szarości.

I naucz dobro od złego odróżnić –
Gdy w owczym pędzie świat chcemy dogonić
Niech dusza nasza nie turla się w próżni
By swoje błędy przed Tobą wybronić.

Łzą Magdaleny pozwól mi zaszlochać
A żal doskonały wyrośnie z miłości
Jak Matka Teresa świat pragnę pokochać
Jak Marta służyć, dochować wierności.

 

 

Królowo

Ty, która strzeżesz Polskiej Korony
Witamy Ciebie nad brzegiem Dunajca
Od wieków byłaś i będziesz potomnym
Polski Królową od krańca do krańca.

Wielbimy Ciebie za miłość matczyną
Za ogrom cierpień, które znosiłaś.
Zwrócono nam wolność za Twoją przyczyną
Bo Ty się u Syna za nami wstawiłaś.

Panienko Święta, majowa Panienko
Co radość dajesz dłońmi ciepłymi
Czułym spojrzeniem ogarniaj Krościenko
I nigdy nie gardź prośbami naszymi.

Pod płaszczem ukryj nas Matko na zawsze
W czasach, gdy ziemia Słowian zadrżała
Niech zmora wojny ominie Podtatrze
Bo w nas po tamtej rana jeszcze krwawa.

Modlitwa poranna

Nim Świętą zostałaś, wiele otrzymałam
Dzięki wstawiennictwu Twojemu u Boga
Lecz w życia jesieni, Kingo, zrozumiałam,
Ile Ci zawdzięczam, jak jesteś mi droga.

W myślach powracam do dawnych czasów,
Uparcie stąpam po skarpach, wybojach,
Lub stoję w pobliżu tatarskich szałasów
W zamku mej Księżnej, w jej skromnych pokojach.

Całą nadzieję pokładam wciąż w Tobie,
Oczyma duszy uciekam w zaświaty.
Tak pragnę powiedzieć Ci wszystko o sobie
I o sierocym dzieciństwie sprzed laty.

Wiesz, że należę do osób wrażliwych,
Jak czuła matka spełniasz o co proszę,
Gdy w chwilach rozterki brakuje życzliwych,
Mój kielich goryczy Tobie zanoszę.

Jakże ja Ciebie na klęczkach prosiłam,
Kiedy me serce krzyczało z rozpaczy
Przy Twej pomocy gehennę przeżyłam
A Pan lekkie pióro i pędzel dać raczył.

I dziś maluję, nawet i o świcie,
Kiedy już zorza niebo rumieni
Myśląc o Tobie, dziękuję za życie
I że znalazłam swe miejsce na ziemi.

Pastorałka

Narodziło się Dzieciątko w stajence w Pieninach
Drżało w zimna, bo nie grzała śniegowa pierzyna.

Matka nad nim pochylona do snu mu śpiewała
I łzą szczęścia twarz dziecięcia co chwilę skrapiała.

Lecz wiedziała, że to Dziecię przywróci zbawienie
I rodząc się Krzyż podejmie i ludzkie cierpienie.

Księżyc świecił, więc zajączki szły przez las gęsiego
Jako pierwsze chciały witać Jezuska małego.

Szły dostojne sarny razem z rogaczami
Wnet za nimi łanie z dziećmi i swymi mężami.

Darowały smaczne sianko, co pod szopką stało
By się na nim boże Dziecię wygodnie wyspało.

Przyszła także i lisica wraz z całą rodziną
By hołd oddać i ukorzyć przed bożą Dzieciną.

I sikorki już od świtu koncerty dawały
A wróbelki swoim tańcem Dziecię zabawiały.

Pastorałką Ciebie Panie dzisiaj tu witamy
I szczere góralskie serca przy żłóbku składamy.

Pobłogosław Boże Dziecię całą polską ziemię
A w najczulszej miej opiece mieszkańców spod Pienin.

 

Z tomiku
„Prowadź nas w jasność”
Antologia ludowej liryki religijnej
1994

 

Przyjdźże do nas

Przyjdźże do nas Boże Dziecię
Na gościnę zapraszamy
Nie rozrzutni, ale przecież
O bezdomnych pamiętamy.

To, co teraz posiadamy
Kinga dała nam na zawsze.
Cudny pejzaż w złotej ramie
W nim Krościenko na Podtatrzu.

Gdy Cię Jezu ugośmimy
Pastorałkę zaśpiewamy
Na podusi położymy
I w kolebce ululamy.

Zanim uśniesz, pobłogosław
Tym, co stoją na rozdrożach
Nocy Świętej promyk zostaw
O, Dziecino, Święta, Boża.

Pomyśl o tych, co nie chcieli
Byś jak co rok zszedł na ziemię.
Ucz ich trudy życia dzielić
To udźwigną ciężkie brzemię.

I nadziei okruch mały
Daruj światu skłóconemu
Jedność myśli, pokój trwały
Miastu sercu najbiższemu.

1998

W noc cichą, świętą …

Pod Czertezem stara szopka śniegiem się okryła
A w niej żłóbek, w nim Maryja Synka położyła.

Ptaki w dzióbkach przynosiły głogi, jarzębiny
Wystroiły wnętrze szopki dla Bożej Dzieciny.

Mój Ty Zbawco! Tobie grają, mówiła Mateńka
To pienińskie, rzewne nutki górali z Krościenka.

Płacz Jezusa w niebo płynie nad gór wierzchołkami
Matka, tuląc Zbawiciela, obmywa Go łzami.

Wie, że Syn Jej dźwigać będzie grzechów naszych brzemię
Na Golgocie krwią odkupi całe ludzkie plemię.

Wnet anioły przyleciały, by powitać Dziecię.
Zapłakane, bo zła wiele kwitnie na tym świecie.

Ale Polska matką świętych, wierna Tobie zawsze.
Mocno przytul ją do serca, najmocniej Podtatrze.

Boże Narodzenie 2005

Dziękuję Ci Kingo …

Dziękuję Ci Kingo, za osiem dziesiątek,
Które przeżyłam, włócząc się po świecie.
Lecz mego życia tutaj był początek.
Tu Bóg dał mi przeżyć przełom tysiącleci.

Do ust mych się ciśnie takie pytanie:
Ile przede mną złotych jesieni?
A może już płynę do cichej przystani
I w Bożym planie już nic się nie zmieni?

Czy ktoś zechce malować pisanki,
By nimi wystroić koszyczki na święta?
Kto z róż pąsowych uwije wianki?
O dzieciach kalekich kto będzie pamiętał?

Sił mi brakuje, o pomoc Cię proszę!
Mój zegar życia wkrótce się zatrzyma.
Co serce dyktuje, na płótno przenoszę.
Spójrz na mnie z obrazu Mateńki oczyma !